logo discusfixus
facebook icon instagram icon

wellness

Kto szuka, ten znajdzie

Okazuje się, że jednak nie zawsze. A co, kiedy nie znajdzie? To wówczas bierze sprawy w swoje ręce. Tak to się właśnie zaczęło...

25.03.2019

Jest początek sierpnia, piękne lato. Wieczór spędzam poza domem - w szpitalu na oddziale neurochirurgii. Wiem, dość nietypowo. Wszystko przez masywną przepuklinę krążka na poziomie L4/L5. Zapada decyzja o konieczności natychmiastowej operacji. Nie mam wyjścia. W przeciwnym wypadku grozi mi nawet paraliż. Potem wszystko dzieje się błyskawicznie - rozmowa z lekarzem, przygotowania do zabiegu i dokładnie o wpół do dwunastej w nocy zmierzam w kierunku sali operacyjnej. Spokojnie zasypiam wiedząc, że powierzam mój kręgosłup w najlepsze ręce.

Rano budzę się z poczuciem, że właśnie zaczyna się nowy rozdział w moim życiu. Na dobry początek dostałam do niego nawet krótką instrukcję obsługi: należy unikać siedzenia, skręcania tułowia i podnoszenia ciężkich przedmiotów. Przez moment uważam nawet, że w sumie nie jest aż tak źle! Ale szybko zmieniam zdanie. Po powrocie do domu okazuje się, że wykonywanie nawet najzwyklejszych codziennych czynności od teraz stanowi dla mnie prawdziwe wyzwanie. Z trudem się poruszam. Boli. Ciągle tylko uważam, żeby nie zrobić sobie krzywdy (sama myśl o reoperacji była przerażająca). Nie mam pojęcia, co mnie teraz czeka. Nie umiem przystosować się do zmian, a do głowy zaczynają przychodzić coraz to głupsze myśli.

I wtedy niespodziewanie pojawia się fantastyczny pomysł. Postanawiam skorzystać z doświadczeń innych. Leżąc w łóżku przekopałam internet – wzdłuż i wszerz – w poszukiwaniu historii osób, którym udało się przetrwać okres rekonwalescencji, sprostać problemom i przy tym nie zwariować. Liczyłam, że podpatrzę, w jaki sposób tego dokonali, trochę się zainspiruję i przede wszystkim uspokoję. Nie przypuszczałam, że to będzie aż takie trudne.

Odkryłam, że większość istniejących stron internetowych koncentruje się przede wszystkim na samej chorobie – przyczynach, objawach, metodach leczenia. Tymczasem mnie już zdiagnozowano. Ba, nawet dałam się zoperować. Teraz chciałam wiedzieć, co będzie dalej.

Z kolei grupy na Facebooku przeznaczone dla osób ze schorzeniami kręgosłupa służą głównie do odczytywania wyników badań. Idę o zakład, że w przeciągu kilku ostatnich miesięcy na swoim profilu obejrzałam więcej opisów rezonansu magnetycznego niż mój neurochirurg od czasów studiów.

Ponadto wśród użytkowników wyraźny jest podział na #teamFIZJOTERAPIA i #teamOPERACJA. Jest w tym taka delikatna nuta rywalizacji. Niewiele z tego wynika, przynajmniej dla mnie. To trochę tak, jakby pytać dziecko, czy bardziej kocha mamę czy tatę. Przeważa opinia, że „pójście pod skalpel” to ostateczność - wiadomo. Tylko nikt nie pisze co dokładnie zrobić, gdy ta „ostateczność” już się nam przytrafi.

A mówiąc tak poważnie, dołączenie do facebookowych grup uświadomiło mi bardzo ważną rzecz. Prawda jest taka, że nie byłam jedyną osobą na świecie, która wpisuje w okienko wyszukiwarki internetowej „jak wygląda życie po operacji kręgosłupa”. Szkoda tylko, że odpowiedzi brak.

Przy okazji przejrzałam kilkaset blogów lifestylowych, na próżno szukając praktycznych wskazówek pasujących do mojej sytuacji. Niestety okazało się, że jest jak w tym powiedzeniu: „nie zrozumie głodnego syty, bo ich różnią apetyty”. No cóż, pozostało mi obejść się smakiem.

Wyjątkowo nieprzyjemnie zrobiło się, kiedy z jakiegoś dziwnego powodu postanowiłam zgłębić temat korzystając z usług dr Google. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Ale kto nigdy nie spróbował, niech pierwszy rzuci kamieniem. Właściwie od samego czytania tych pseudo-porad można się porządnie rozchorować. Zresztą boleśnie się o tym przekonałam – czułam się zdruzgotana (delikatnie mówiąc). NIE POLECAM!

Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że mam przechlapane. Aż dziw bierze, że nikt nie pokusił się dotąd o opisanie swoich doświadczeń związanych z codziennością po operacji kręgosłupa. A jednak...

Od operacji minęło już ponad siedem miesięcy. Muszę przyznać, że był to czas pełen rozmaitych niespodzianek. Trochę potrwało, zanim przyswoiłam sobie nowy tryb funkcjonowania. Nieustannie uczę się, jak radzić sobie z kręgosłupem „po przejściach”. Powoli ogarniam to, co się wydarzyło. Na szczęście mam wokół siebie cudownych ludzi, którzy mnie wspierają i motywują do działania – z całego serca dziękuję im, że odkryli w sobie niewyczerpane pokłady anielskiej cierpliwości. Mimo że fizycznie nie doszłam jeszcze do siebie (przede mną wciąż dużo pracy), to wróciła do mnie dawna energia i radość z życia. W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać, że to początek czegoś nowego, innego. I to niekoniecznie musi oznaczać coś złego. Uznałam, że nadeszła najwyższa pora, aby podzielić się swoją własną historią i wypełnić istniejącą lukę.

I tak oto jest .... miejsce, którego sama poszukiwałam. Nazwałam je Discus Fixus, co po łacinie oznacza – nomen omen – twardy dysk. A więc bez problemu zmieści się tu wszystko o moim obecnym stylu życia. Teraz z perspektywy czasu widzę, że na stole operacyjnym świat jeszcze się nie kończy. Niech ten blog będzie tego najlepszym dowodem.

autor/author: Olga

And that’s how it began.

It is the beginning of August, beautiful summer. I am spending the evening away from home – in the hospital, at neurosurgery. I know, it sounds quite unusual. All because of massive herniation of the L4-L5 disc. A decision to undergo an immediate surgery is made. I have no choice. Otherwise, there is even a threat of paralysis. Then everything happens quickly: conversation with a doctor, pre-assessments and at exactly half past eleven in the evening I am heading towards the operating room. I am falling asleep calmly, knowing that I entrust my spine in the best hands.

In the morning, I wake up with a feeling that a new chapter in my life has just begun. For a good start, I even get a short manual how to deal with it: avoid sitting, twisting my torso and lifting heavy items. For split second, I dare to think that, in general, it is not that bad at all! But I am soon to change my mind. After coming back home, it turns out that daily activities are a real challenge for me from now on. I am moving with great difficulty. It hurts. All the time, I watch out not to hurt myself – even a thought about reoperation terrifies me. I have no idea what awaits me now. I cannot adapt to the changes, and stupid thoughts start coming to my mind.

And then a brilliant idea appears. I decide to use experience of others. Lying in my bed, I dug deep on the Internet in search of other people’s stories, of those who managed to get through convalescence and overcome problems without going crazy. I hoped that I would see how they had made it, I would get a little bit inspired and, above all, I would calm down. I did not expect it to be so difficult.

I discovered that most of the existing websites focused mainly on the disease itself –the causes, the symptoms and the treatment. But I had already been diagnosed. Even more, I had already had a surgery. Now I wanted to know what comes next.

On the other hand, Facebook groups for people with spine disorders are mainly used to interpret medical test results. I can bet that over the last few months I have seen more MRI results than my neurosurgeon since his graduation.

Moreover, there is a clear division between #teamPHYSIOTHERAPY and #teamSURGERY among the users. It seems to me they even compete a little bit. Not much comes out of it though, at least for me. It is like asking a child whether it loves mom or dad more. Most people think that „going under the knife” is the last resort. But no one writes what to do, when this „last resort” has already happened.

But seriously speaking, joining Facebook groups made me realize one very important thing. The truth is that I was not the only person in this world to type „what life after spine surgery looks like” in the search engine.

Anyway, I looked through hundreds of lifestyle blogs, searching in vain for practical tips that would suit my situation. Unfortunately, it turned out that it was like in this saying: "the replenished understand not the pain of the starving". Well, I had to leave empty handed.

It got extremely unpleasant when, for some weird reason, I decided to explore the topic using the services of Dr. Google. I have no excuse. But if you never tried, you may first throw a stone. In fact, you can get seriously ill only from reading these pseudo-tips. I learned that the hard way – it devastated me (to put it mildly). I DO NOT RECOMMEND!

That was the first time I thought I was in trouble! It is hard to believe that nobody has ever attempted to describe their experiences with spine surgery. And yet they have not...

It has already been over seven months since the surgery. I must admit it has undoubtedly been the time full of various surprises. It took a while before I adopted a new mode of operation. IIt got extremely unpleasant when, for some weird reason, I decided to explore the topic using the services of Dr. Google. I have no excuse. But if you never tried, you may first throw a stone. In fact, you can get seriously ill only from reading these pseudo-tips. I learned that the hard way – it devastated me (to put it mildly). I DO NOT RECOMMEND!

That was the first time I thought I was in trouble! It is hard to believe that nobody has ever attempted to describe their experiences with spine surgery. And yet they have not...

It has already been over seven months since the surgery. I must admit it has undoubtedly been the time full of various surprises. It took a while before I adopted a new mode of operation. I am constantly learning how to deal with the spine that has gone through a lot. I am becoming to understand what had happened. Fortunately, I am surrounded by wonderful people who support me and motivate me to action – I thank them with all my heart that they have found inexhaustible reserves of angelic patience in them. Although I have not yet fully recovered physically (there is still a lot of work ahead of me), i feel full of energy and joy again. At some point, I realized it was the beginning of something new, something different. Something that may not necessarily be a bad thing. I decided it was high time to share my story and fill the gap on the Internet.

And here it is - the place that I was looking for. I called it Discus Fixus, which in Latin means, funnily enough, hard disc. So I can easily share everything about my current lifestyle here. Looking back, now I see that the world does not end at the operating table. Let this blog be the best proof of it.

Napisz komentarz / Leave a comment

Imię / Name

8 Komentarze / Comments

Grzegorz Styperek

31.05.2019 02:50 PM

Właśnie nikt nie pisze jak żyć po operacji jak se radzić z problemami dnia ja jestem 2 tygodnie po stabilizacji i wkurza mnie moja nie poradnosć nawet zwykły prysznic jest barierą bo sam jeszcze se nie radzę 😢ruchy jeszcze mocno ograniczone i bule

Aimee

16.04.2019 11:24 AM

Good luck girl!!!

Diana

11.04.2019 12:02 AM

Super blog. Będę tu zaglądać, bo sama jestem po operacji kręgosłupa. W grudniu 2018 przeszłam mikrodiscektomię L4/L5. Obecnie jestem na etapie rehabilitacji. Trzymam kciuki za szybki powrót do formy!

Karolina Machera

06.04.2019 10:11 PM

Super blog;) ja jestem 2 lata po usunięciu sekwestru l5s1. Różnie jest ale nie wyobrażam sobie życia gdybym się na nią nie zdecydowała. W oczekiwaniu na operację leżąc na podłodze 1.5 miesiąca też przekonałam cały Internet, nakrecalam się bo oczywiście większość to straszne historie. Bardzo się tym przejmowalam i wiele czasu musiało upłynąć zanim pewne rzeczy się poukładaly w głowie przede wszystkim. Pozdrawiam Karola

Kasia Tutka

06.04.2019 05:18 PM

gdy czytam to co piszesz to jak bym czytała o sobie :)

Grzegorz Styperek

31.03.2019 04:42 PM

Myślę że nie ma recepty na to jak przetrwać stan po operacji gdyż jesteśmy ludźmi i każdy z osobna inaczej to znosi choć czasami może być podobnie ale jednak inaczej choć by kobieta a mężczyzna już będzie inaczej .Ja jestem już po operacji odbarczenie ból jaki był taki został 10 maja idę na następną stabilizacja śruby inplanty etc idę gdyż walkę z bólem przegrywam na całej linii lekarz powiedział że jest bałagan wręcz armagedon i będzie boleć śpię po 3-4 godzin na noc jeśli nie wyspany nerwy puszczają, dysfunkcja na tele seksualnym 😪 ból 24 na dobę czy chodzę czy leżę ale w miarę możliwości wykonuję swoje obowiązki choć coraz mi trudniej

Anika

31.03.2019 11:29 AM

Super. Będę czytac:)

Piotr :)

30.03.2019 01:01 PM

Świetnie, będę zaglądał